Zagadka nr 43 – o Królowej Śniegu


Ostatnio Basia znów czytała „Królową Śniegu” H. Ch. Andersena. Gdy się dorosło, zwraca się uwagę na coś więcej niż wędrówkę Gerdy. I co się okazuje? Że przewodnia myśl baśni wykracza daleko poza oklepane „miłość roztopi lód”. W nawiązaniu do tego spostrzeżenia, mamy dla Was następującą zagadkę:

Z którym z wymienionych poniżej wierszy kojarzy się Wam przesłanie Królowej Śniegu:
a) “Białą magią”;
b) “Na zdrowie”;
c) “Romantycznością”;
d) “Rozmową przez ocean”;
e) “Pocałunkami”.

Wiersze zostały dobrane tak, by w odpowiedni sposób nawiązywały do “Królowej śniegu”, ale mamy na uwadze konkretną odpowiedź. Piszcie w komentarzach, jaki jest Wasz typ. Mile widziane wyjaśnienie wyboru:)

Poniżej, dla przypomnienia, fragmenty wierszy (zawierają myśli przewodnie utworów) oraz fragment „Królowej śniegu” w tłumaczeniu Bogusławy Sochańskiej. Autorem ilustracji jest oczywiście J.M. Szancer.

a) K.K. Baczyński „Biała magia”
„Więc ma Barbara srebrne ciało.
W nim pręży się miękko
biała łasica milczenia
pod niewidzialną ręką.”

b). J. Kochanowski „Na zdrowie”
„Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.”

c) A. Mickiewicz „Romantyczność”
„I ja to słyszę, i ja tak wierzę,
Płaczę i mówię pacierze.
<<Słuchaj, dzieweczko!>> – krzyknie śród zgiełku
Starzec, i na lud zawoła:
<>
d) A. Osiecka „Rozmowa przez ocean”
„Są dwa światy i nas jest dwoje,
do swych miejsc przypiętych jak rzepy,
Ty masz pewnie więcej spokoju, ja mam dzieci.
Są dwa światy i jedno słońce,
które u nas słabiej coś grzeje,
Ty masz wokół morza gorące, ja nadzieję.”
e) M. Pawlikowska – Jasnorzewska „Pocałunki”
„Gdy się miało szczęście, które się nie trafia:
Czyjeś ciało i ziemię całą –
A zostanie tylko, tylko fotografia,
To – to jest bardzo mało…”

H.Ch. Andersen „Królowa Śniegu”
Wkrótce potrafił już naśladować mowę i chód wszystkich mieszkańców ulicy, wszystko, co było w nich dziwne i nieładne. Ludzie mówili: Ten chłopak ma tęgą głowę! – ale to przez okruch szkła w oku, i przez ten drugi, co utkwił mu w sercu, to przez nie drażnił się nawet z małą Gerdą. Która kochała go całym sercem. Zabawy Kaja były teraz inne niż przedtem, stały się takie naukowe; pewnej zimowej nocy, kiedy prószył śnieg, przyniósł z domu duże szkło powiększające i przytrzymał róg swojego granatowego płaszczyka, żeby napadał na niego śnieg. Popatrz przez szkło, Gerdo – powiedział. Każdy płatek śniegu był mocno powiększony i wyglądał jak wspaniały kwiat lub dziesięcioramienna gwiazda; ładny to był widok. Widzisz, jakie to doskonałe? – mówił Kaj. – Dużo ciekawsze niż prawdziwe kwiaty. Te są idealne, niczego im nie brakuje, jeśli tylko nie zaczynają topnieć. Krótko potem Kaj zjawił się w dużych rękawicach, z saneczkami na plecach i wrzasnął Gerdzie prosto do ucha: Pozwolili mi zjeżdżać na tym dużym placu, gdzie bawią się inne dzieci! – I już go nie było. A tam na placu najsprytniejsi chłopcy przywiązywali często swoje saneczki do chłopskiego wozu i jechali sobie kawał drogi za nim. Było bardzo wesoło. Gdy tak w najlepsze się bawili, nadjechały duże sanie. Caluteńkie pomalowane były na biało i siedział w nich ktoś otulony w białe futro i w białej futrzanej czapce; sanie dwukrotnie objechały plac, a Kaj przywiązał do nich swoje saneczki, i już jechał za nimi. Sanie pędziły coraz szybciej i szybciej i skręciły w następną ulicę. Woźnica obrócił się do tyłu, kiwnął Kajowi przyjaźnie głową jakby się znali; za każdym razem, gdy Kaj chciał odczepić saneczki, woźnica znów kiwał do niego głową i Kaj spokojnie siedział dalej. Wyjechali poza bramę miasta. Wtedy śnieg zaczął sypać tak gwałtownie, że chłopiec nie widział na wyciągnięcie ręki, a sanie pędziły dalej, więc szybko puścił sznur, aby się od nich uwolnić, ale to nie pomogło; jego mały pojazd był na uwięzi i pędził z prędkością wiatru. Wtedy Kaj głośno zawołał, ale nikt go nie usłyszał, a śnieg sypał i sanie pędziły dalej. Od czasu do czasu podskakiwały, aż Kajowi zdawało się, że pokonuje rowy i ogrodzenia. Przestraszył się na serio. Chciał odmówić <>, ale pamiętał tylko tabliczkę mnożenia. Płatki śniegu były coraz większe i większe. (…) W saniach stała wyprostowana, wysoka, olśniewająco biała pani, Królowa Śniegu.

– Sporo ujechaliśmy – powiedziała. – Pewnie marzniesz, otul się moim niedźwiedzim futrem. – Posadziła Kaja w saniach obok siebie i otuliła go futrem; było mu tak, jakby pogrążył się w śnieżnej zaspie.

– Jeszcze ci zimno? – spytała i pocałowała go w czoło. Uch! Ten pocałunek był zimniejszy niż lód, przeszył mu serce, które już i tak było w połowie kawałkiem lodu. Kajowi zdawało się, że umrze, ale tylko przez chwilę, a potem to nawet pomogło; już nie odczuwał wokół siebie zimna.

Rozwiązanie ZaznaczPokaż

Zapisz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *